Witajcie,
pudełeczka z koreańskimi kosmetykami Skin79 rozeszły się jak świeże bułeczki. Udało mi się na szczęście zdobyć jedno z nich. Dziś pokażę wam co znalazło się w środku. To aż sześć produktów pełnowymiarowych. Świetna okazja, bo zawartość jest o wiele droższa niż box. Ubolewam tylko, że nie było żadnego produktu z serii ślimaczkowej, bardzo chciałabym wypróbować serum. Może innym razem ;)
A co znalazło się w ShinyBox? Żel aloesowy, krem BB, krem z filtrem, dwie maseczki i pianka oczyszczająca. Krem BB Orange miałam już wcześniej w swoich zbiorach, tak jak i VIP Gold. Od przybytku jednak głowa nie boli. Z dzisiaj prezentowanej gromadki najbardziej zainteresował mnie żel aloesowy.
Informacje o kosmetykach ze strony ShinyBox:
KREM BB ORANGE- witaminowy krem BB o wysokim filtrze SPF50. Przeznaczony dla cery
tłustej, poszarzałej, zmęczonej, z przebarwieniami. Nowoczesna formuła
zapewnia kontrolę sebum oraz świeże, matowe wykończenie. Multiwitaminowy
kompleks pielęgnuję oraz dba o zdrowie i witalność skóry.
OCZYSZCZAJĄCA PIANKA- pianka do twarzy z mikrocząsteczkami tlenu, które
rozjaśniają skórę.
Dostosowana do zmywania kremów BB. Pozwala na głębokie oczyszczenie
skóry usuwając wszystkie martwe komórki naskórka i pozostałości
makijażu. Jest delikatna i przyjemna w użyciu. Mimo gruntownego
oczyszczania skóry nie podrażnia jej. Pianka zawiera opatentowany
kompleks OBFN którego zastosowanie sprzyja rozjaśnieniu cery a skóra
staje się odporna na czynniki środowiskowe. Ekstrakt z nasion Chia i
owsa dostarczają wilgoci i utrzymują ją.
ŻEL ALOESOWY- łagodzący żel aloesowy składa się w 92% z czystego aloesu pochodzącego z
wyspy Jeju (Czedżu, najmniejszej prowincji Korei Południowej). Czysty
ekologicznie żel ma nieocenione właściwości pielęgnacyjne. Działa kojąco
na skórę wrażliwą i podrażnioną. Zapewnia długotrwałe nawilżenie bez
śladu tłustej warstwy. Pobudza regenerację naskórka. Przyjemnie pachnie.
Idealny dla każdego typu cery, od wrażliwej i suchej, po tłustą i
trądzikową. Można stosować do twarzy, ciała i włosów. Najlepiej na nieco
wilgotną skórę.
CZARNA PANDA to maska mocno wybielająca. Stosowana regularnie
wyrównuje koloryt skóry i niweluje cienie. Wzbogacona o silny
antyoksydant jakim jest witamina B3, tu w postaci amidu kwasu
nikotynowego, pomaga zapanować nad przebarwieniami, zwiększa nawilżenie,
poprawia barierę lipidową naskórka. Przeznaczona zarówno do cer z
problemami, jak i tych bardziej wrażliwych czy dojrzałych. Produkt wolny
od parabenów, pochodnych formaldehydu i ftalanów.
ARBUZOWA DZIEWCZYNA to maska silnie nawilżająca o kojących
właściościach ekstraktu z arbuza. Likopen zawarty w wyciągu zapobiega
fragmentacji DNA w fibroblastach i keratynocytach, chroni ważne
składniki komórki przed działaniem promieni UV i zmniejsza ryzyko
wystąpienia rumienia po nadmiernej ekspozycji na słońce. Watermelon Girl
to idealna maska na lato. Działa zmiękczajaco, nawilżająco,
przeciwzmarszczkowo i tonizująco. Produkt wolny od parabenów, pochodnych
formaldehydu i ftalanów.
A jak wam podoba się ta edycja ShinyBox? Który kosmetyk chcielibyście wypróbować? Zdradzę wam też tajemnicę, że już niedługo planuję rozdanie i być może znajdzie się w nim kosmetyki Skin79 ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warte uwagi kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warte uwagi kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 sierpnia 2015
środa, 5 sierpnia 2015
Kosmetyki Sylveco w mojej pielęgnacji. Przegląd kosmetyków. Opinia.
Tym razem zebrałam wszystkie kosmetyki marki Sylveco. Niektóre są ze mną już od dłuższego czasu i korzystam z następnego opakowania. Marka Sylveco jest coraz bardziej znana i wydaje mi się, że wiele osób, które cokolwiek interesują się kosmetykami, na pewno o niej słyszało. Osobiście uważam, że jest to jedna z ciekawszych i łatwiej dostępnych marek kosmetyków naturalnych. Można ją kupić w moim mieście nawet w Naturze, co bardzo mnie cieszy. Zagościła również w sklepach zielarskich, a w internecie odnajdziecie ją bez przeszkód. Udało mi się dostać również katalog produktów, dzięki czemu ofertę mam w pigułce.
Czemu Sylveco jest wyjątkowe?
Dla mnie najważniejszy jest zawsze skład kosmetyku. Robiąc zakupy dokładnie czytam etykiety. Sylveco ma na tę chwilę dobrą ofertę, z produktami, które moim zdaniem mają przyzwoite INCI.
Poza tym firma informuje nas, że wykorzystuje do produkcji praktycznie tylko surowce naturalne, nieprzetworzone chemicznie - źródło: Sylveco.
A co ja wypróbowałam?
Lekki krem brzozowy
Kupiłam, bo zachwyciła mnie próbka. Posiadałam wcześniej wersję z rokitnikiem, ale była zbyt dużym tłuścioszkiem dla mnie. Miałam już nie inwestować w kremy do twarzy Sylveco, bo wydawało mi się, że nie są do cery tłustej, ale próbka mnie uwiodła. Krem w niej był niesamowicie leciutki i błyskawicznie się wchłaniał. Niestety przetestowanie pełnowymiarowego opakowania zmieniło moją opinię. Nie wiem czemu, ale próbka była o wiele bardziej wodnista. Krem nie jest zły, ale jednak zbyt treściwy, dla mojej przetłuszczającej się skóry. Pozostawia uczucie ciężkości. Niekiedy potrafi zapchać. Z kolei na plus jest to, że łagodzi zaczerwienienia. Dodam, że nie czuję, że mocno nawilża, a mam przesuszone policzki. Za to zatrzymuje wodę w skórze, to na pewno. Co do szaty graficznej, jest minimalistyczna, charakterystyczna dla kosmetyków Sylveco. Opakowanie z tworzywa sztucznego. Pojemność 50 ml.
Składniki aktywne: ekstrakt z kory brzozy, ekstrakt z aloesu, ksylitol, oleje roślinne, masło karite, alantoina, witamina E, ekstrakt z mydlnicy lekarskiej.
Wskazania producenta: skóra odwodniona, przesuszona, zmęczona, narażona na działanie czynników szkodliwych.
Tymiankowy żel do twarzy
Hypoalergiczny, oczyszczający żel. Wzbogacony kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Na początku myślałam, że go wyrzucę. Pomimo bardzo dobrego oczyszczania (zwłaszcza wspomaganego gąbeczką z celulozy), pachniał jak pizza! Miałam wrażenie, że myję twarz pizzą i strasznie mnie to odrzucało. Byłam jednak wytrwała i po pewnym czasie udało mi się przyzwyczaić do zapachu. Później już mi nie przeszkadzał, ale na początku przeżywałam go strasznie. Po przygodzie z olejem z drzewa herbacianego, wiem, że zapachowego potwora można ujarzmić. Tym razem w roli głównej mamy tymianek i to on tak roztacza swoją woń. I teraz konkretnie. Bardzo odpowiada mi działanie tego produktu, chociaż wzmacniam go gąbeczką z celulozy, bez której nie wyobrażam sobie oczyszczania mojej skóry. Podkreślam, że posiadam grubą, skłonną do mocnego przetłuszczania cerę i akurat mi potrzebne jest mocniejsze złuszczenie w strefie T. Zauważyłam też, że kosmetyk ma działanie antybakteryjne, mniej niespodzianek pojawiało się na mojej twarzy. Żel jest delikatny, nie podrażnia. Pojemność 150 ml. Wydajność: u mnie prawie dwa miesiące, przy codziennym stosowaniu dwa razy dziennie.
Składniki aktywne: kwas jabłkowy, olejek i ekstrakt z tymianku, pantenol
Wskazania producenta: do codziennej pielęgnacji cery łuszczącej się, zaczerwienionej i podrażnionej.
Arnikowe mleczko oczyszczające
Kupiłam z zamiarem używania go jako następnego produktu przy oczyszczaniu. Po solidnym peelingu i maseczce, nie chciałam stosować czegoś mocnego. Mleczka są skierowane do osób ze skórą wrażliwą, suchą czy cienką. Myślę, że to może być dobra propozycja dla wrażliwców, ale i ja ze skórą tłustą, jestem zadowolona. Mleczko zostawia film i jest bardzo łagodne, uspokaja i wycisza moją skórę, dzięki czemu wydziela mniej sebum. Kosmetyk rozpuszcza makijaż i domywa go bardzo dobrze. Nawet kosmetyki osadzające się tuż przy linii rzęs nie mają szans, jeśli porządnie przemyjemy tym mleczkiem twarz, a potem solidnie spłuczemy (ja zawsze robię to pod prysznicem i tak działa świetnie). Produkt ma działanie regenerujące. Konsystencja tłustawa, łatwo sunie po skórze nie naruszając naczynek czy zaczerwienień. Ma przyjemny kwiatowy zapach. Mój hit, jeszcze żaden kosmetyk, który miałam do demakijażu, nie miał tak dużego spektrum działania. Po użyciu nie czuję konieczności kremowania twarzy, brak niemiłego ściągnięcia skóry.
Składniki aktywne: wyciąg z kwiatów arniki górskiej, betulina, olej rycynowy.
Wskazania producenta: do demakijażu każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej.
Hibiskusowy tonik do twarzy
Z Hibiskusem kojarzy mi się zawsze herbata, którą lubi moja mama. Najwięcej dobroczynnych składników hibiskus ponoć gromadzi w kielichach kwiatu. Działa ujędrniająco, łagodząco, zmiękczająco i delikatnie złuszcza naskórek. Ten kwiat o czerwonawym zabarwieniu znajdziemy w toniku do twarzy od Sylveco. Ma on bardzo ciekawą, lekko żelową formułę, przez co łatwiej nanieść go na twarz. Pierwsze działanie jakie przychodzi mi na myśl to odświeżenie. Jest mocno odczuwalne. Poza tym tonik nawilża. Ma też działanie łagodzące, choć jeśli wyskakują wam zaczerwienienia, to mogą one piec w zetknięciu z tym produktem. Takim dziwnym sposobem, popieką troszkę, a potem ładnie zanikają. Miałam już takie doświadczenie z tonikiem Floslek do cery naczynkowej. Piekło, a potem było bardzo dobrze. 150 ml. Wydajność przeciętna. Fajny produkt, ale znam lepsze.
Składniki aktywne: hibiskus, aloes zwyczajny.
Wskazania producenta: do pielęgnacji każdego rodzaju cery, jako uzupełnienie demakijażu.
Lipowy płyn micelarny
Pięknie pachnący lipą płyn. Uwielbiam jego działanie. Nie podrażnia, a koi, to taki łagodzący opatrunek. Jeden z produktów do których mocniej zapałałam sympatią i pewnie kupię jeszcze wiele butelek tego specyfiku. Kosmetyk pozostawia bardzo delikatny film, który szybko znika. Narusza nawet wodoodporny makijaż. Niekiedy dłużej musi popracować, gdy chcemy usunąć kosmetyki zbierające się tuż przy linii rzęs, ale przypomnę, że to miejsce, to zmora każdego produktu do oczyszczania. Niemniej jednak radzi sobie bardzo dobrze, w poprzednim zdaniu mam na myśli strasznie oporne produkty, głównie eyelinery. Lubię tym płynem zmywać resztki podkładu z twarzy, kiedy używam tylko minerałów lub też rozpoczynać demakijaż, czyli ściągać pierwszą warstwę. Nawilża. Łagodzi. Nie podrażnia oczu. Buteleczka ma 200 ml.
Składniki aktywne: lipa szerokolistna, aloes zwyczajny, proteiny owsa.
Pomadka ochronna do ust brzozowa z betuliną
Dostałam ją gratis przy większych zakupach Sylveco. Jest to troszkę tłustawy sztyft o przyjemnym ziołowym zapachu. Bardzo ją lubię, ponieważ świetnie regeneruje moje usta. Jest bardzo wydajna. Ma działanie ochronne i łagodzi podrażnienia. Usta po jej użyciu są miękkie. Bardzo dobra pomadka. Ponoć ma łagodzić objawy opryszczki, ale nie miałam okazji się przekonać. Zauważyłam natomiast, że wirus już tak często się nie uczynnia. Podejrzewam, że regularne używanie, od kilku miesięcy, tej pomadki, może mieć na to wpływ. 4,6 g.
Składniki aktywne: masło shea, masło kakaowe, olej sojowy, olej jojoba, betulina, olej z wiesiołka.
Łagodny żel do higieny intymnej
Odpowiednia pielęgnacja miejsc intymnych jest bardzo ważna. Hipoalergiczny żel utrzymuje fizjologiczną równowagę skóry i błon śluzowych. Zawiera delikatne składniki myjące. Nie wysusza, łagodzi i koi. Zapewnia uczycie świeżości i komfortu. Kończę już drugie opakowanie. W gotowości jest następne. Niestety zużywa się bardzo szybko, jedna buteleczka wystarcza mi na troszkę więcej niż miesiąc. Jakby jednak nie było, to jeden z dwóch, moich ulubionych płynów do pielęgnacji intymnych miejsc.
150 ml.
Wskazania producenta: do codziennej pielęgnacji miejsc intymnych, w zależności od potrzeb, bez ograniczeń wiekowych.
Składniki aktywne: gliceryna, panthenol, ekstrakt z kory dębu, ekstrakt z babki lancetowatej, kwas mlekowy.
Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany
Hipoalergiczny szampon z łagodnymi środkami myjącymi. Jeśli do mycia użyjemy odpowiedniej ilości, tworzy gęstą, ale nieco tępą pianę. Czyści naprawdę dobrze, ale niestety okropnie plącze włosy. Zastosowanie odżywki jest tu koniecznością, jeśli chcemy łatwo rozczesać pukle. Zastanawiam się czy kosmetyk faktycznie wpływa na poprawę kondycji moich włosów. Są one raczej sianowate po jego użyciu. Szampon nie podrażnia skóry głowy, a nawet działa na nią kojąco. Pachnie nieco nieprzyjemnie, ziołami/trawami. Używam go tylko od czasu do czasu, ze względu na słabe działanie upiększające. Poza tym ładnie odbija włosy od skóry, nadaje puszystość. 300 ml.
Składniki aktywne: hydrolizaty pszenicy i owsa, miód pszczeli
Wskazania producenta: przeznaczony do każdego rodzaju włosów, szczególnie osłabionych i wymagających regeneracji.
Miałam jeszcze balsam brzozowy z betuliną do ciała. Nie będę się powtarzać, pisałam o nim TU. Nieużywany i czekający na swoją kolei stoi jeszcze u mnie delikatny żel pod prysznic. Na razie to wszystko. Jestem bardzo ciekawa waszych opinii na temat kosmetyków Sylveco. Może marka ma w ofercie coś, co powinnam odkryć?
Czemu Sylveco jest wyjątkowe?
Dla mnie najważniejszy jest zawsze skład kosmetyku. Robiąc zakupy dokładnie czytam etykiety. Sylveco ma na tę chwilę dobrą ofertę, z produktami, które moim zdaniem mają przyzwoite INCI.
A co ja wypróbowałam?
Lekki krem brzozowy
Składniki aktywne: ekstrakt z kory brzozy, ekstrakt z aloesu, ksylitol, oleje roślinne, masło karite, alantoina, witamina E, ekstrakt z mydlnicy lekarskiej.
Wskazania producenta: skóra odwodniona, przesuszona, zmęczona, narażona na działanie czynników szkodliwych.
Tymiankowy żel do twarzy
Hypoalergiczny, oczyszczający żel. Wzbogacony kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Na początku myślałam, że go wyrzucę. Pomimo bardzo dobrego oczyszczania (zwłaszcza wspomaganego gąbeczką z celulozy), pachniał jak pizza! Miałam wrażenie, że myję twarz pizzą i strasznie mnie to odrzucało. Byłam jednak wytrwała i po pewnym czasie udało mi się przyzwyczaić do zapachu. Później już mi nie przeszkadzał, ale na początku przeżywałam go strasznie. Po przygodzie z olejem z drzewa herbacianego, wiem, że zapachowego potwora można ujarzmić. Tym razem w roli głównej mamy tymianek i to on tak roztacza swoją woń. I teraz konkretnie. Bardzo odpowiada mi działanie tego produktu, chociaż wzmacniam go gąbeczką z celulozy, bez której nie wyobrażam sobie oczyszczania mojej skóry. Podkreślam, że posiadam grubą, skłonną do mocnego przetłuszczania cerę i akurat mi potrzebne jest mocniejsze złuszczenie w strefie T. Zauważyłam też, że kosmetyk ma działanie antybakteryjne, mniej niespodzianek pojawiało się na mojej twarzy. Żel jest delikatny, nie podrażnia. Pojemność 150 ml. Wydajność: u mnie prawie dwa miesiące, przy codziennym stosowaniu dwa razy dziennie.
Składniki aktywne: kwas jabłkowy, olejek i ekstrakt z tymianku, pantenol
Wskazania producenta: do codziennej pielęgnacji cery łuszczącej się, zaczerwienionej i podrażnionej.
Arnikowe mleczko oczyszczające
Składniki aktywne: wyciąg z kwiatów arniki górskiej, betulina, olej rycynowy.
Wskazania producenta: do demakijażu każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej.
Hibiskusowy tonik do twarzy
Z Hibiskusem kojarzy mi się zawsze herbata, którą lubi moja mama. Najwięcej dobroczynnych składników hibiskus ponoć gromadzi w kielichach kwiatu. Działa ujędrniająco, łagodząco, zmiękczająco i delikatnie złuszcza naskórek. Ten kwiat o czerwonawym zabarwieniu znajdziemy w toniku do twarzy od Sylveco. Ma on bardzo ciekawą, lekko żelową formułę, przez co łatwiej nanieść go na twarz. Pierwsze działanie jakie przychodzi mi na myśl to odświeżenie. Jest mocno odczuwalne. Poza tym tonik nawilża. Ma też działanie łagodzące, choć jeśli wyskakują wam zaczerwienienia, to mogą one piec w zetknięciu z tym produktem. Takim dziwnym sposobem, popieką troszkę, a potem ładnie zanikają. Miałam już takie doświadczenie z tonikiem Floslek do cery naczynkowej. Piekło, a potem było bardzo dobrze. 150 ml. Wydajność przeciętna. Fajny produkt, ale znam lepsze.
Składniki aktywne: hibiskus, aloes zwyczajny.
Wskazania producenta: do pielęgnacji każdego rodzaju cery, jako uzupełnienie demakijażu.
Lipowy płyn micelarny
Składniki aktywne: lipa szerokolistna, aloes zwyczajny, proteiny owsa.
Pomadka ochronna do ust brzozowa z betuliną
Składniki aktywne: masło shea, masło kakaowe, olej sojowy, olej jojoba, betulina, olej z wiesiołka.
Łagodny żel do higieny intymnej
Odpowiednia pielęgnacja miejsc intymnych jest bardzo ważna. Hipoalergiczny żel utrzymuje fizjologiczną równowagę skóry i błon śluzowych. Zawiera delikatne składniki myjące. Nie wysusza, łagodzi i koi. Zapewnia uczycie świeżości i komfortu. Kończę już drugie opakowanie. W gotowości jest następne. Niestety zużywa się bardzo szybko, jedna buteleczka wystarcza mi na troszkę więcej niż miesiąc. Jakby jednak nie było, to jeden z dwóch, moich ulubionych płynów do pielęgnacji intymnych miejsc.
150 ml.
Wskazania producenta: do codziennej pielęgnacji miejsc intymnych, w zależności od potrzeb, bez ograniczeń wiekowych.
Składniki aktywne: gliceryna, panthenol, ekstrakt z kory dębu, ekstrakt z babki lancetowatej, kwas mlekowy.
Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany
Hipoalergiczny szampon z łagodnymi środkami myjącymi. Jeśli do mycia użyjemy odpowiedniej ilości, tworzy gęstą, ale nieco tępą pianę. Czyści naprawdę dobrze, ale niestety okropnie plącze włosy. Zastosowanie odżywki jest tu koniecznością, jeśli chcemy łatwo rozczesać pukle. Zastanawiam się czy kosmetyk faktycznie wpływa na poprawę kondycji moich włosów. Są one raczej sianowate po jego użyciu. Szampon nie podrażnia skóry głowy, a nawet działa na nią kojąco. Pachnie nieco nieprzyjemnie, ziołami/trawami. Używam go tylko od czasu do czasu, ze względu na słabe działanie upiększające. Poza tym ładnie odbija włosy od skóry, nadaje puszystość. 300 ml.
Składniki aktywne: hydrolizaty pszenicy i owsa, miód pszczeli
Wskazania producenta: przeznaczony do każdego rodzaju włosów, szczególnie osłabionych i wymagających regeneracji.
Miałam jeszcze balsam brzozowy z betuliną do ciała. Nie będę się powtarzać, pisałam o nim TU. Nieużywany i czekający na swoją kolei stoi jeszcze u mnie delikatny żel pod prysznic. Na razie to wszystko. Jestem bardzo ciekawa waszych opinii na temat kosmetyków Sylveco. Może marka ma w ofercie coś, co powinnam odkryć?
środa, 29 lipca 2015
Organique shea butter body balm milk. Balsam do ciała z masłem shea. Odżywienie. Nawilżenie. Wygładzenie.
Dziś recenzja balsamu do ciała. Jest ze mną już dłuższy czas, dostałam go w pierwszym Joy Box'ie. Jest to hit Organique, więc przyznam, że byłam ciekawa, czym sobie zasłużył na to miano. Co do samej firmy, nie podoba mi się promowanie produktów jako "naturalnych". Kosmetyki mają w swoich składach substancje niemile przeze mnie widziane i nie zaliczane przeze mnie do grupy "naturalnej". Podobnie jak w przypadku kosmetyków z Mydlarni Franciszka. Co prawda muszę przyznać, że mazidła spisują się bardzo dobrze i każde, które miałam miło mnie zaskakiwało swoim działaniem.
W brązowym słoiczku z metalową zakrętką dostajemy 100 ml kosmetyku. Mało? Akurat w tym przypadku nie, bo na jedną aplikację wystarczy zużyć wielkość orzecha laskowego (bez łupinki). Należy uważać, żeby nie przesadzić z nakładaną ilością, bo wtedy upłynie dużo czasu zanim się wchłonie. I tu już dopiszę, że trzeba odczekać przynajmniej minutkę, zanim nałożymy ubrania.
Konsystencja balsamu jest tępa. Zdążyłam się przyzwyczaić do jego aplikacji, chociaż z początku było to dla mnie wyzwanie. Wszystko dlatego, że rozprowadza się ciężej niż zwykły krem. Wydaje mi się, że kosmetyk powinien być określony mianem masła. Jest bardzo tłusty i topi się pod wpływem ciepła ciała. Musimy wygrzebać odrobinkę, stopić rozcierając w dłoniach i dopiero nakładać na ciało. Wtedy robi się to łatwo. Jeżeli nałożymy od razu np. na kolano, trudno będzie rozetrzeć balsam na całą nogę, a przy okazji może nam spaść jakaś odrobina na podłogę. Osobiście kiedy mam już całe dłonie błyszczące od roztopienia tego specyfiku, stempluje nimi ciało, a potem rozcieram.
Balsam pozostawia na ciele film. Wygląda on bardzo zdrowo, a ciało sprawia wrażenie ładniejszego. Warto wykorzystać tą właściwość w okresie letnim. Chyba za to najbardziej lubię ten kosmetyk. Gwarantuje zdrowo wyglądającą, atrakcyjną skórę.
Zapach mi się jak najbardziej podoba. Jest trudny do opisania. Wyczuwam mleczną nutę, ale na bank z jakąś domieszką. Może to masło shea? Utrzymuje się na skórze jeszcze długo po aplikacji.
Co do działania. Jest takie jak określił producent. Odżywienie. Nawilżenie. Wygładzenie. Ciało jest mięciutkie i wygląda na zadbane. Z pewnością tłusta warstewka poprawia ochronę skóry. Zauważyłam też, że balsam delikatnie łagodzi podrażnienia, zapewne dzięki zawartości karite.
W składzie znajdziemy dodatkowo wosk pszczeli i oleje: sojowy, awokado i z pestek winogron.
W brązowym słoiczku z metalową zakrętką dostajemy 100 ml kosmetyku. Mało? Akurat w tym przypadku nie, bo na jedną aplikację wystarczy zużyć wielkość orzecha laskowego (bez łupinki). Należy uważać, żeby nie przesadzić z nakładaną ilością, bo wtedy upłynie dużo czasu zanim się wchłonie. I tu już dopiszę, że trzeba odczekać przynajmniej minutkę, zanim nałożymy ubrania.
Konsystencja balsamu jest tępa. Zdążyłam się przyzwyczaić do jego aplikacji, chociaż z początku było to dla mnie wyzwanie. Wszystko dlatego, że rozprowadza się ciężej niż zwykły krem. Wydaje mi się, że kosmetyk powinien być określony mianem masła. Jest bardzo tłusty i topi się pod wpływem ciepła ciała. Musimy wygrzebać odrobinkę, stopić rozcierając w dłoniach i dopiero nakładać na ciało. Wtedy robi się to łatwo. Jeżeli nałożymy od razu np. na kolano, trudno będzie rozetrzeć balsam na całą nogę, a przy okazji może nam spaść jakaś odrobina na podłogę. Osobiście kiedy mam już całe dłonie błyszczące od roztopienia tego specyfiku, stempluje nimi ciało, a potem rozcieram.
Balsam pozostawia na ciele film. Wygląda on bardzo zdrowo, a ciało sprawia wrażenie ładniejszego. Warto wykorzystać tą właściwość w okresie letnim. Chyba za to najbardziej lubię ten kosmetyk. Gwarantuje zdrowo wyglądającą, atrakcyjną skórę.
Zapach mi się jak najbardziej podoba. Jest trudny do opisania. Wyczuwam mleczną nutę, ale na bank z jakąś domieszką. Może to masło shea? Utrzymuje się na skórze jeszcze długo po aplikacji.
Co do działania. Jest takie jak określił producent. Odżywienie. Nawilżenie. Wygładzenie. Ciało jest mięciutkie i wygląda na zadbane. Z pewnością tłusta warstewka poprawia ochronę skóry. Zauważyłam też, że balsam delikatnie łagodzi podrażnienia, zapewne dzięki zawartości karite.
W składzie znajdziemy dodatkowo wosk pszczeli i oleje: sojowy, awokado i z pestek winogron.
poniedziałek, 18 maja 2015
Caudalie. Stu Stron ma przyjemność opowiedzieć o przygodzie z Hexxbox'em.
Pamiętam radość, której doświadczyłam czytając, że to JA zgarniam kosmetyki Caudalie. Ta marka ciekawiła mnie już od dawna. Jeszcze raz dziękuję Hexxanie za kosmetyki. Są wyjątkowe pod względem zapachu i delikatności konsystencji.
Zacznę od wyboru mojego faworyta z całego zestawu. To żel pod prysznic. Jest delikatny, chociaż czyści bardzo dobrze. Przyznam, że myłam nim nawet twarz. To taki kosmetyk, który zabierałam w podróż. Pozwalał mi się nie rozdrabniać. Jest żelem ładnie pachnącym kwiatami. Nie rozlewa się, łatwo go rozprowadzić. Pieni się wystarczająco. Nie podrażnia. Jest wydajny. Miniaturka wystarczyła na mniej więcej dwa tygodnie, gdzie jeszcze z trzy razy myłam twarz. Opakowanie jest trwałe, estetyczne. Szkoda, że nie szklane... Ale nie widziałam żelu pod prysznic w szklanej butelce, wymyślam :) Cena jest przystępna, można go kupić za około 30 zł na Allegro. Uwielbiam ten produkt.
Następnie opowiem wam o olejku. Jego działanie bardzo mi się podoba. Pozostawia skórę rozkosznie miękką i odżywioną. Produkt jest świetny w tym, co robi ze skórą. Łatwo się rozprowadza i nadaje się do masażu. Konsystencja jest lekka jak na olej i rzadka. Kosmetyk jest mało wydajny, znika dosyć szybko w porównaniu do innych produktów tego typu. Opakowanie szklane. Zapach jest dla mnie zagadką. Czasem bardzo mi się podoba i przenosi mnie gdzieś do świata orientu, a niekiedy kojarzy się z kwiaciarnią przesiąkniętą zbyt wieloma mocnymi woniami i jest dla mnie zbyt ciężki. Nie wiem od czego zależy jego działanie na moją wyobraźnię i dlaczego jest tak zmienne. Tak na marginesie, ja po prostu lubię bardzo delikatne wonie, a od mocniejszych potrafi nawet mnie mdlić. Pamiętam jak kupiłam balsam w Douglasie, tak napakowany aromatami, że po aplikacji było mi okropnie niedobrze. Myślałam, że moja kolacja przeżyje reinkarnację. Nigdy nie zapomnę tego dramatu. Zastanawiając się czy kupię pełnowymiarową buteleczkę, doszłam do wniosku, że wszystko zależy od grubości mojego portfela. Standardowa pojemność kosztuje około stu złotych. Kosmetyk natomiast jest cudem w zakresie komfortu i przyjemności stosowania. Jeśli chodzi o działanie jest świetne, ale szału z ciałem na dłuższą metę nie robi, chociaż oczywiście nie można powiedzieć, że jest leniem. Jego używanie poprawia wygląd skóry, ale znam kosmetyki, które robią to lepiej.
Dostałam również miniaturkę sorbetu nawilżającego. Jest bardzo leciutki, tak jak przystoi na sorbet. Cienko nałożony nie zapychał mojej tłustej cery. Koił i łagodził. Pachniał bardzo ładnie. Myślę, że miał działanie nawilżające, w sensie blokowania uciekającej wody. Sam w sobie nie był zastrzykiem nawilżenia dla skóry. Taki przyjemniaczek na lato dla cery normalnej. Nie okazał się miłością mojego życia, a i skład mógłby być bogatszy, jeśli brać pod uwagę, że normalne opakowanie kosztuje ok. 90 zł. Miniaturka znikła mi szybko. Myślę, że nie kupię pełnowymiarowego kosmetyku, choć zapamiętałam, jaki jest przyjemny w użyciu i super delikatny w zapachu. Jeśli ktoś ceni wyszukane konsystencje, to może się nim zachwycić.
Na koniec zostawiłam sobie kolejną perełkę, żeby zakończyć optymistycznym akcentem. Płyn micelarny. Uwielbiam. I nie tylko ze względu na obłędny, rozpieszczający zapach. Działa znakomicie. Bardzo ładnie domywa makijaże, nawet wodoodporne. Koi i nie podrażnia. Mistrz subtelności. Co do wydajności to wydaje mi się normalna, znika tak samo szybko jak wszystkie inne płyny do demakijażu, chociaż nie bez znaczenia jest fakt, że dużo się maluję. Ma odpowiednią konsystencję. Lekką i rzadką. Na pewno kupię pełnowymiarowy produkt.
Na dziś to już wszystko. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przetestować kosmetyki Caudalie. Ciekawiły mnie już od bardzo dawna. Jeszcze raz dziękuję organizatorce za wyróżnienie. Zapraszam do czytania i komentowania jej bloga. Osobiście śledzę go regularnie, bo Hexxana pisze szczerze i rzadko kiedy produkt z jej polecenia jest bublem.
I tak z innej beczki: znacie/lubicie Caudalie? Mieliście styczność z tą marką? Może moją jeszcze inne perełki?
Zacznę od wyboru mojego faworyta z całego zestawu. To żel pod prysznic. Jest delikatny, chociaż czyści bardzo dobrze. Przyznam, że myłam nim nawet twarz. To taki kosmetyk, który zabierałam w podróż. Pozwalał mi się nie rozdrabniać. Jest żelem ładnie pachnącym kwiatami. Nie rozlewa się, łatwo go rozprowadzić. Pieni się wystarczająco. Nie podrażnia. Jest wydajny. Miniaturka wystarczyła na mniej więcej dwa tygodnie, gdzie jeszcze z trzy razy myłam twarz. Opakowanie jest trwałe, estetyczne. Szkoda, że nie szklane... Ale nie widziałam żelu pod prysznic w szklanej butelce, wymyślam :) Cena jest przystępna, można go kupić za około 30 zł na Allegro. Uwielbiam ten produkt.
Następnie opowiem wam o olejku. Jego działanie bardzo mi się podoba. Pozostawia skórę rozkosznie miękką i odżywioną. Produkt jest świetny w tym, co robi ze skórą. Łatwo się rozprowadza i nadaje się do masażu. Konsystencja jest lekka jak na olej i rzadka. Kosmetyk jest mało wydajny, znika dosyć szybko w porównaniu do innych produktów tego typu. Opakowanie szklane. Zapach jest dla mnie zagadką. Czasem bardzo mi się podoba i przenosi mnie gdzieś do świata orientu, a niekiedy kojarzy się z kwiaciarnią przesiąkniętą zbyt wieloma mocnymi woniami i jest dla mnie zbyt ciężki. Nie wiem od czego zależy jego działanie na moją wyobraźnię i dlaczego jest tak zmienne. Tak na marginesie, ja po prostu lubię bardzo delikatne wonie, a od mocniejszych potrafi nawet mnie mdlić. Pamiętam jak kupiłam balsam w Douglasie, tak napakowany aromatami, że po aplikacji było mi okropnie niedobrze. Myślałam, że moja kolacja przeżyje reinkarnację. Nigdy nie zapomnę tego dramatu. Zastanawiając się czy kupię pełnowymiarową buteleczkę, doszłam do wniosku, że wszystko zależy od grubości mojego portfela. Standardowa pojemność kosztuje około stu złotych. Kosmetyk natomiast jest cudem w zakresie komfortu i przyjemności stosowania. Jeśli chodzi o działanie jest świetne, ale szału z ciałem na dłuższą metę nie robi, chociaż oczywiście nie można powiedzieć, że jest leniem. Jego używanie poprawia wygląd skóry, ale znam kosmetyki, które robią to lepiej.
Dostałam również miniaturkę sorbetu nawilżającego. Jest bardzo leciutki, tak jak przystoi na sorbet. Cienko nałożony nie zapychał mojej tłustej cery. Koił i łagodził. Pachniał bardzo ładnie. Myślę, że miał działanie nawilżające, w sensie blokowania uciekającej wody. Sam w sobie nie był zastrzykiem nawilżenia dla skóry. Taki przyjemniaczek na lato dla cery normalnej. Nie okazał się miłością mojego życia, a i skład mógłby być bogatszy, jeśli brać pod uwagę, że normalne opakowanie kosztuje ok. 90 zł. Miniaturka znikła mi szybko. Myślę, że nie kupię pełnowymiarowego kosmetyku, choć zapamiętałam, jaki jest przyjemny w użyciu i super delikatny w zapachu. Jeśli ktoś ceni wyszukane konsystencje, to może się nim zachwycić.
Na koniec zostawiłam sobie kolejną perełkę, żeby zakończyć optymistycznym akcentem. Płyn micelarny. Uwielbiam. I nie tylko ze względu na obłędny, rozpieszczający zapach. Działa znakomicie. Bardzo ładnie domywa makijaże, nawet wodoodporne. Koi i nie podrażnia. Mistrz subtelności. Co do wydajności to wydaje mi się normalna, znika tak samo szybko jak wszystkie inne płyny do demakijażu, chociaż nie bez znaczenia jest fakt, że dużo się maluję. Ma odpowiednią konsystencję. Lekką i rzadką. Na pewno kupię pełnowymiarowy produkt.
Na dziś to już wszystko. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przetestować kosmetyki Caudalie. Ciekawiły mnie już od bardzo dawna. Jeszcze raz dziękuję organizatorce za wyróżnienie. Zapraszam do czytania i komentowania jej bloga. Osobiście śledzę go regularnie, bo Hexxana pisze szczerze i rzadko kiedy produkt z jej polecenia jest bublem.
I tak z innej beczki: znacie/lubicie Caudalie? Mieliście styczność z tą marką? Może moją jeszcze inne perełki?
czwartek, 22 maja 2014
Tonik bezalkoholowy Floslek dla skóry z problemami naczyniowymi
Tonik Floslek do cery naczynkowej to mój były, stały element w aktualnej pielęgnacji. Oglądałam ostatnio filmy makijażowe Sephory, gdzie prowadzące mówiąc o pielęgnacji skóry mieszanej czy tłustej, podkreślały, że konieczne jest używanie toniku. To samo mówili mi w szkole. Kupiłam tonik tym razem do cery naczynkowej, bo mam podrażnioną skórę na policzkach i w okolicy skrzydełek nosa. Jest tam zaczerwieniona i potrzebuje wzmocnienia.
Tonik zmniejsza widoczność zaczerwienień i to jego największy plus. Niestety piecze podczas aplikacji, chociaż dla mnie jest to do zniesienia, ale nie do zaakceptowania na dłuższą metę. Tonik jest bezalkoholowy, za co go chwalę, bo w przypadku cer tłustych nie powinno używać się alkoholu. Jego pH to 5,5, czyli uniwersalne. Skóra jest gładka, przyjemna w dotyku i przywrócona po myciu do użytku. Produkt został przebadany dermatologicznie na osobach z chorobami alergicznymi skóry. Producent zaleca używanie go codziennie rano i wieczorem, a także w czasie dnia w celu odświeżenia. Tak też robiłam.
Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że moja twarz jest mniej czerwona, co mi się podoba. Mogę też powiedzieć, że tonik pomaga zachować skórze właściwy wygląd i uodparnia ją na działanie szkodliwych czynników. Skład, podkreślam, jak na drogeryjny kosmetyk, nie jest zły. Oczywiście budzi moje zastrzeżenia, ale w chwili kryzysu materialnego uszło mu to na sucho.
W kwestii opakowania nie jestem optymistką. Wszystkie kosmetyki chciałabym móc kupować w szkle. Jak widzicie na zdjęciu otwór jest duży i należy uważać, bo zdarzyło mi się nacisnąć za mocno i powódź;)
Ciekawa jestem czy używałyście/ używaliście tego toniku? Jeśli tak to czekam na opinię:)
Tonik zmniejsza widoczność zaczerwienień i to jego największy plus. Niestety piecze podczas aplikacji, chociaż dla mnie jest to do zniesienia, ale nie do zaakceptowania na dłuższą metę. Tonik jest bezalkoholowy, za co go chwalę, bo w przypadku cer tłustych nie powinno używać się alkoholu. Jego pH to 5,5, czyli uniwersalne. Skóra jest gładka, przyjemna w dotyku i przywrócona po myciu do użytku. Produkt został przebadany dermatologicznie na osobach z chorobami alergicznymi skóry. Producent zaleca używanie go codziennie rano i wieczorem, a także w czasie dnia w celu odświeżenia. Tak też robiłam.
Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że moja twarz jest mniej czerwona, co mi się podoba. Mogę też powiedzieć, że tonik pomaga zachować skórze właściwy wygląd i uodparnia ją na działanie szkodliwych czynników. Skład, podkreślam, jak na drogeryjny kosmetyk, nie jest zły. Oczywiście budzi moje zastrzeżenia, ale w chwili kryzysu materialnego uszło mu to na sucho.
W kwestii opakowania nie jestem optymistką. Wszystkie kosmetyki chciałabym móc kupować w szkle. Jak widzicie na zdjęciu otwór jest duży i należy uważać, bo zdarzyło mi się nacisnąć za mocno i powódź;)
Ciekawa jestem czy używałyście/ używaliście tego toniku? Jeśli tak to czekam na opinię:)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
Szablon stworzony przez
Blokotka.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
















